Adam Mickiewicz Reduta Ordona
Data: 18-02-2007 o godz. 19:11:50
Temat: informacje



Reduta Ordona
opowiadanie adiutanta


Adam Mickiewicz (1798 – 1855) – polski poeta,
publicysta i dzia?acz polityczny.
Wielki poeta polskiego Romantyzmu


Nam strzela? nie kazano. -- Wst?pi?em na dzia?o
I spójrza?em na pole; dwie?cie armat grzmia?o.
Artyleryi ruskiej ci?gn? si? szeregi,
Prosto, d?ugo, daleko, jako morza brzegi;
I widzia?em ich wodza: przybieg?, mieczem skin??
I jak ptak jedno skrzyd?o wojska swego zwin??;
Wylewa si? spod skrzyd?a ?ci?niona piechota
D?ug? czarn? kolumn?, jako lawa b?ota,
Nasypana iskrami bagnetów. Jak s?py

Czarne chor?gwie na ?mier? prowadz? zast?py.
Przeciw nim sterczy bia?a, w?ska, zaostrzona,
Jak g?az bodz?cy morze, reduta Ordona.
Sze?? tylko mia?a armat; wci?? dymi? i ?wiec?;
I nie tyle pr?dkich s?ów gniewne usta miec?,
Nie tyle przejdzie uczu? przez dusz? w rozpaczy,
Ile z tych dzia? lecia?o bomb, kul i kartaczy.
Patrz, tam granat w sam ?rodek kolumny si? nurza,
Jak w fale bry?a lawy, pu?k dymem zachmurza;
P?ka ?ród dymu granat, szyk pod niebo leci
I ogromna ?ysina ?ród kolumny ?wieci.

Tam kula, lec?c, z dala grozi, szumi, wyje.
Ryczy jak byk przed bitw?, miota si?, grunt ryje; --
Ju? dopad?a; jak boa ?ród kolumn si? zwija,
Pali piersi?, rwie z?bem, oddechem zabija.
Najstraszniejszej nie wida?, lecz s?ycha? po d?wi?ku,
Po waleniu si? trupów, po ranionych j?ku:
Gdy kolumn? od ko?ca do ko?ca przewierci,
Jak gdyby ?rodkiem wojska przeszed? anio? ?mierci.

Gdzie? jest król, co na rzezie t?umy te wyprawia?
Czy dzieli ich odwag?, czy pier? sam nadstawia?
Nie, on siedzi o pi??set mil na swej stolicy,
Król wielki, samow?adnik ?wiata po?owicy;
Zmarszczy? brwi, -- i tysi?ce kibitek wnet leci;
Podpisa?, -- tysi?c matek op?akuje dzieci;
Skin??, -- padaj? knuty od Niemna do Chiwy.
Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan z?o?liwy,
Gdy Turków za Ba?kanem twoje strasz? spi?e,
Gdy poselstwo paryskie twoje stopy li?e, --
Warszawa jedna twojej mocy si? ur?ga,
Podnosi na ci? r?k? i koron? ?ci?ga,
Koron? Kazimierzów, Chrobrych z twojej g?owy,
Bo? j? ukrad? i skrwawi?, synu Wasilowy!

Car dziwi si? -- ze strachu. drz? Petersburczany,
Car gniewa si? -- ze strachu mr? jego dworzany;
Ale sypi? si? wojska, których Bóg i wiara
Jest Car. -- Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara.
Pos?any wódz kaukaski z si?ami pó?--?wiata,
Wierny, czynny i sprawny -- jak knut w r?ku kata.

Ura! ura! Patrz, blisko reduty, ju? w rowy
Wal? si?, na faszyn? k?ad?c swe tu?owy;
Ju? czerni? si? na bia?ych palisadach wa?ów.
Jeszcze reduta w ?rodku, jasna od wystrza?ów,
Czerwieni si? nad czerni?: jak w ?rodek mrowiaka
Wrzucony motyl b?yska, -- mrowie go naciska, --
Zgas? -- tak zgas?a reduta. Czy? ostatnie dzia?o
Str?cone z ?o?a w piasku paszcz? zagrzeba?o?
Czy zapa? krwi? ostatni bombardyjer zala??
Zgasn?? ogie?. -- Ju? Moskal rogatki wywala?.

Gdzie? r?czna bro?? -- Ach, dzisiaj pracowa?a wi?cej
Ni? na wszystkich przegl?dach za w?adzy ksi???cej;
Zgad?em, dlaczego milczy, -- bo nieraz widzia?em
Garstk? naszych walcz?c? z Moskali nawa?em.
Gdy godzin? wo?ano dwa s?owa: pal, nabij;
Gdy oddechy dym t?umi, trud ramiona s?abi;
A wci?? grzmi rozkaz wodzów, wre ?o?nierza czynno??;
Na koniec bez rozkazu pe?ni? sw? powinno??,
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pami?ci,
?o?nierz jako m?yn palny nabija -- grzmi -- kr?ci
Bro? od oka do nogi, od nogi na oko:
A? r?ka w ?adownicy d?ugo i g??boko
Szuka?a, nie znalaz?a -- i ?o?nierz pobladn??,
Nie znalaz?szy ?adunku, ju? broni? nie w?adn??;
I uczu?, ?e go pali strzelba rozogniona;
Upu?ci? j? i upad?; -- nim dobij?, skona.
Takem my?li?, -- a w szaniec nieprzyjació? kupa
Ju? ?az?a, jak robactwo na ?wie?ego trupa.

Pociemnia?o mi w oczach -- a gdym ?zy ociera?,
S?ysza?em, ?e co? do mnie mówi? mój Jenera?.
On przez lunet? wspart? na moim ramieniu
D?ugo na szturm i szaniec pogl?da? w milczeniu.
Na koniec rzek?; "Stracona". -- Spod lunety jego
Wymkn??o si? ?ez kilka, -- rzek? do mnie: "Kolego,
Wzrok m?ody od szkie? lepszy; patrzaj, tam na wale,
Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?" -- "Jenerale,
Czy go znam? -- Tam sta? zawsze, to dzia?o kierowa?.
Nie widz? -- znajd? -- dojrz?! -- ?ród dymu si? schowa?:
Lecz ?ród najg?stszych k??bów dymu ile? razy
Widzia?em r?k? jego, daj?c? rozkazy. --
Widz? go znowu, -- widz? r?k? -- b?yskawic?,
Wywija, grozi wrogom, trzyma paln? ?wiéc?,
Bior? go -- zgin?? -- o nie, -- skoczy? w dó?, -- do lochów"!
"Dobrze -- rzecze Jenera? -- nie odda im prochów".

Tu blask -- dym -- chwila cicho -- i huk jak stu gromów.
Za?mi?o si? powietrze od ziemi wylomów,
Harmaty podskoczy?y i jak wystrzelone
Toczy?y si? na ko?ach -- lonty zapalone
Nie trafi?y do swoich panew. I dym wion??
Prosto ku nam; i w g?stej chmurze nas och?on??.
I nie by?o nic wida? prócz granatów blasku,
I powoli dym rzednia?, opada? deszcz piasku.
Spojrza?em na redut?; -- wa?y, palisady,
Dzia?a i naszych garstka, i wrogów gromady;
Wszystko jako sen znik?o. -- Tylko czarna bry?a
Ziemi niekszta?tnej le?y -- rozjemcza mogi?a.
Tam i ci, co bronili, --i ci, co si? wdarli,
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.
Cho?by cesarz Moskalom kaza? wsta?, ju? dusza
Moskiewska. tam raz pierwszy, cesarza nie s?usza.
Tam zagrzebane tylu set cia?a, imiona:
Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona.
On b?dzie Patron sza?ców! -- Bo dzie?o zniszczenia
W dobrej sprawie jest ?wi?te, Jak dzie?o tworzenia;
Bóg wyrzek? s?owo sta? si?, Bóg i zgi? wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolno?? uciecze,
Kiedy ziemi? despotyzm i duma szalona
Oblej?, jak Moskale redut? Ordona --
Karz?c plemi? zwyci??ców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi t? ziemi?, jak on sw? redut?.






Artykuł jest z ABC Miory, Wilenszczyzna, Bialorus, Kresy Portal Edukacyjny
http://www.miory.eu

Adres tego artykułu to:
http://www.miory.eu/modules.php?name=News&file=article&sid=16